Poprzednia strona Spis treści Nastepna strona   65
       

Kamil "Iwan" Iwanowicz


"Borewicz, dobrze żeście złapali tego Bin Ladena". Pisownia własna, cytat z upgrade’owanej wersji przygód Porucznika Borewicza.



I tym oto sprytnym sposobem znalazłem się w tekście właściwym. Drizit zapewne znowu zgrzytnie zębami przy składaniu numeru, ale co tam ;P. [Teksty składam ja, jeszcze o tym nie wiesz? :P – dop. Emill] W tym miesiącu gościmy w EmuFarmie szczwanego lisa, dla którego jabłek nigdy nie jest za wiele. Crash, bo tak ma na imię, rozrabia w trzeciej z kolei części gry ze swoim udziałem na konsoli PSOne. Rudzielec musi odstawić na chwile jo-jo, żeby utrzeć nosa co niektórym. Kłopoty znowu sprawia Dr Cortex i aby je załatwić nie wystarczy grzecznie porozmawiać. "Dziwnym" zbiegiem okoliczności wszelkie problemy rozwiążemy przechodząc wiele plansz i rozwalając kilku wrednych bossów. Widocznie takie już życie w platformówkach..

I co by tu teraz zrobić?


Akcja nie zaczyna się od razu. Na początek lądujemy w swego rodzaju "centrum", skąd będziemy przenosić się do innych światów i gdzie możemy zapisać/ wczytać grę. Z tego pomieszczenia dostęp mamy do 5 różnych krain. Na każdą krainę składa się pięć poziomów plus boss. Co więcej krainy trzeba odblokować. Na starcie mamy dostęp do jednej, a po jej przejściu otrzymujemy dostęp do następnej, itd. System to prosty i niezbyt odkrywczy, ale za to bardzo praktyczny i daje Graczowi swobodę w kolejności przechodzenia plansz. W każdym levelu mamy 3 rodzaje bajerów do zdobycia. Podstawową rzeczą którą najłatwiej zdobyć jest różowy kryształ. Najczęściej znajdujemy go pod koniec planszy, co jest liczone jako "zaliczenie" etapu. Kolejnym świecidełkiem do kolekcji są diamenty. Te zdobywamy poprzez rozwalenie wszystkich skrzynek jakie znajdują się na planszy. To już dużo trudniejsze zadanie, bo w niektórych miejscach oprócz zręcznych palców potrzeba jeszcze dobrego pomysłu. Ostatnią rzeczą do zebrania jest krzyż, który dostajemy po ukończeniu planszy przed upływem określonego czasu. Samo przechodzenie leveli nie jest może szczególnie trudne, ale kolekcjonowanie wspomnianych tokenów może przysporzyć sporych kłopotów nawet starym wyjadaczom. Zaliczenie gry na 100% to wyzwanie dla hardcore’owców.

Nie będzie łatwo...


Już od pierwszej planszy CRASH BANDICOOT WARPED uderza miodem wylewającym się z ekranu. Sterowanie jest świetne, dlatego skakanie nad przeszkodami, wirowanie, zbieranie jabłek czy posyłanie wrogów tam skąd przyszli daje ogromną radochę. Początkowy repertuar ruchów Crasha ogranicza się do biegania, skakania i wirowania. Na szczęście po pokonaniu każdego bossa poznajemy nową umiejętność. Wraz z nowymi ruchami plansze stają się bardziej skomplikowane i wymagają użycia wszystkich umiejętności.
Jest to bardzo dobra metoda, ponieważ Gracz nie jest od początku zasypywany wszystkimi bajerami, tylko powoli uczy się jak najlepiej korzystać z możliwości Crasha. Cała akcję obserwujemy z kamery umieszczonej za plecami bohatera, która często przechodzi na widok "z boku" tak jak w platformówkach 2D. Plansze posiadają odmienny design, tak samo jak wrogowie, którzy zostali bardzo starannie zaprojektowani. Crash musi przeć do przodu omijając wszelkie nieprzyjazne rzeczy, których jest tu od groma.

Ja latam...


Zaczynając od przeróżnych stworzeń, przepaści, lawy aż po wybuchowe skrzynki. Trzeba się bardzo pilnować i bez krępacji niszczyć wszystko co zawiera w sobie jabłka (za sto dostajemy życie). W CRASH BANDICOOT WARPED oprócz leveli "standardowych" mamy okazję m.in. latać samolotem, pływać skuterem, czy ujeżdżać tygrysa. Wszystkie te konkurencje są świetnie zrealizowane i oferują przednią zabawę. Nie pozwalają też ani na chwilę wkraść się monotonii podczas gry. Wyścigi są zrealizowane w typowych klimatach arcade, to samo tyczy się walk powietrznych. Całkowite odbiegnięcie od realizmu wychodzi tylko na plus i pozwala wyszaleć się Graczowi. W konkurencjach "niestandardowych" prym wiedzie siostra Crasha, która za każdym razem zasiada za sterami jakiegoś pojazdu lub na grzbiecie tygrysa zasuwa przed siebie.

CRASH BANDICOOT WARPED ani na chwilę nie pozwala się nudzić Graczowi- różnorodność plansz robi swoje, a świetne sterowanie sprawie, że lis "płynie" przez plansze. Levele oprócz standardowych "przeszkadzajek" potrafią zaskoczyć niecodziennymi patentami; ich design to klasa sama w sobie. Graficznie również prezentują się dobrze, tak samo jak postacie i efekty specjalne. Zresztą, chyba wszyscy znają możliwości PSX’a. A emulator wyposażony w kilka ciekawych opcji potrafi te możliwości nieco podciągnąć serwując obraz, który nadal może się podobać. Dźwięk zaś pochodzi zdecydowanie z górnej półki. Odgłosy towarzyszące szatkowaniu samolotu kulami z karabinka, czy zianiu ogniem mówią same za siebie.



Prawie jak DOOM 3 ;P.


Trzecia część CRASHA mimo braku odkrywczości oferuje rozgrywkę na wysokim poziomie. Moim zdaniem miodnością i klimatem znacznie ustępuje MARIO 64, ale nadal jest to kawał porządnej platformówki. Dla fanów gatunku pozycja zdecydowanie obowiązkowa.



  Poprzednia strona Spis treści Nastepna strona   65