Poprzednia strona Spis treści Nastepna strona   64
                                

Wojciech "Sashh" Felczak


Pełna wrogich żołnierzy oraz Obcych wyspa na oceanie i samotny komandos przedzierający się przez hordy przeciwników, próbując wykonać z pozoru samobójczą misję i uratować Świat. Znacie? Znamy! Ale tym razem prezentuję jedną z pierwszych (i najlepszych zarazem) produkcji tego typu. Klasyka Pegazusa, gra „must-know” – CONTRA.



Empire Of The Damned
CONTRA to gra z pozoru bardzo prosta – kierując komandosem widzianym „z boku” (typowe 2D) przedzieramy się do przodu, pokonując zwykłych przeciwników za pomocą dostępnej broni. Mamy 8 poziomów, na końcu każdego boss, na którego przyjdzie wylać trochę więcej potu niż na szeregowe potworki.

Rambo wysiada


I tak jest w istocie, bo podobnie jak większość gier na NESa chodzi tu o czystą i niezmąconą niczym jatkę w klimatach „Rambo”, nawet postać, którą kierujemy jest do niego dosyć podobna – spodenki moro (PikSSel Soldier ^_^) odsłonięta klata i machinegun w rękach. Walczyć przyjdzie nam na różnych terenach – dżungla, wnętrze bazy (swego rodzaju poligon), zamarznięta tundra, czy legowisko już wspomnianych Obcych. Mimo prostoty grafiki (o tym za chwile) wygląda to nieźle i gra się nie nuży. Broń to wszelkiego rodzaju machineguny, lasery, czy inne tego rodzaju „standardowe_wyposażenie_prawdziwego_bohatera”. Zdobywamy je w trakcie gry, zestrzeliwując „latające beczki” (a wy myśleliście, że broń upuszczają wrogowie, czy leży ona w jakimś zamkniętym magazynie? Phi, co wy wiecie o życiu... ^_^).

Inteligentny wyraz twarzy rulz


Przeciwnicy nie są trudni do pokonania, choć zdarzają się okazy wytrzymalsze, na które potrzeba stracić więcej niż kulkę, ale że amunicja jest nielimitowana to stopień trudności drastycznie spada. Na początku są to żołnierze, potem potwory z innej planety, które uwiły sobie gniazdko na miłej wysepce. Z reguły poruszamy się „z lewej do prawej”, choć zdarzają się poziomy, na których idziemy do przodu (widok pseudo-3D) czy wspinamy się w górę ekranu (tu pozostajemy w standardowej kamerze).
Bestial Devastation
Pegazusowa grafika prezentuje się nieźle – żywe kolory, ładne modele postaci, levele wykonane przyzwoicie, słowem: wszystko tak jak być powinno. Trudno się do czegoś przyczepić. Za to muzyka już standardowa nie jest – w moim przekonaniu jest to jedna z najlepszych ścieżek dźwiękowych do gier. Charakterystyczny motyw, który poznać można wszędzie jest po prostu genialny, to trzeba usłyszeć.

Bez koszulki na takim mrozie? Brrr...


Niewiele jest gier, w których muzyczka jest tak idealnie dopasowana do wydarzeń rozgrywających się na ekranie, czy to telewizora czy komputera (błogosławieni niech będą twórcy VirtuaNESa ^_^). Niedawno miałem okazję słyszeć metalową wersję main theme z CONTRy autorstwa grupy Vermillion i polecam ją serdecznie. Odgłosy strzałów i wrogów poprawne, nie można za dużo wymagać od takiej platformy, ale jest nieźle, trzeba przyznać.

Show Me The Wrath
Choć dzisiejsi świeżo upieczeni gracze znają takie konsole jak NES tylko z opowieści kolegów, to warto w dobie ultrarealistycznej grafiki 3D zwrócić uwagę na taki antyk jak CONTRA. Może podchodzę do niej trochę zbyt sentymentalnie (w końcu to kawał dzieciństwa), ale inaczej podejść się do niej, podobnie jak do tamtego okresu, nie da – klasyka, klasyka i jeszcze raz klasyka i to w najlepszym wykonaniu.

Alien 5?


Jeżeli miałbym ją do czegoś porównywać, to pierwszym, co przychodzi do głowy jest opisywany niegdyś w Emu Farmie METAL SLUG. Obie gry są dosyć podobne, choć dzieli je spora różnica czasu. Choć dobre gry są jak dobre wina – z upływem czasu coraz lepsze. I tym optymistycznym akcentem żegnam się z Wami – miłej gry i odświeżania sobie wspomnień!



  Poprzednia strona Spis treści Nastepna strona   64