Poprzednia strona Spis treści Nastepna strona   61
        

Paweł "Veeroos" Kuryło


"Muza tworzy świetny klimat, jest dobrej jakości i nie nudzi się nawet podczas długich zmagań. Utwory (po jednym na każdy świat) zadziwiają swoim rozbudowaniem i melodyjnością, doskonale pasują charakterem do danej krainy i po prostu ryją beret. Zresztą, to trzeba usłyszeć, innego wyjścia nie ma."



Okładka płyty


Tracklista:
01) Title
02) Loader #01
03) Loader #02
04) World 1 #01
05) World 1 #02
06) World 2 #01
07) World 2 #02
08) World 3 #01
09) World 3 #02
10) World 4 #01
11) World 4 #02
12) Game End

CZY ABY NA PEWNO?
Tak o muzyce zawartej na albumie RUFF 'N' TUMBLE'a wyrażał się pewien (u)znany recenzent dość popularnego obecnie magazynu komputerowego. Nie powiem, że tym recenzentem był Iwan, zaś magazynem SS-NG, bo i po co, skoro wszyscy o tym wiedzą, prawda? ... No właśnie, skoro więc innego wyjścia nie ma i trzeba to usłyszeć, bądźmy więc trendy i posłuchajmy, co ma nam do zaoferowania opisywane tutaj cudeńko.

RUFF 'N' TUMBLE BAND
Na czele kapeli, która wszystko skomponowała, zaaranżowała i wyprodukowała, stoi Jason Page, twórca tak znanych płyt, jak RISE OF THE ROBOTS czy FIRE & ICE. Reszta bandu niestety się nie przedstawiła, dlatego jestem zmuszony jakoś ich samemu nazwać. A więc:

Perkusja: Lewa
Gitary: Siwy, Łysy
Bas: Gruby
Klawisze: Kulawy

Dobra. Wiemy już, kto i za co jest odpowiedzialny, odpalmy więc płytę...

LET'S ROCK!!!
Płyta rozpoczyna się mocnym uderzeniem. To, co wyprawiają na wejściu Siwy z Łysym przyprawia o palpitację serca, oczywiście w sensie pozytywnym. Siwemu trochę nie wychodzi solówka, ale nie jest źle.
Najbardziej w tym nr'e podobają mi się melodyjne zagrywki Kulawego. Sprawiają one, że kawałek odbiera się bardzo miło i nieprędko się o nim zapomina, chociaż kompozycyjnie jest dość prosty. Dalej mamy dwa przejścia między kolejnymi utworami (domyślam się, że jest to takie nawiązenie do Interlude'ów Depeche Mode). Wszystkie opierają się na brzmieniach klawiszy i solidnej perkusji.
Tutaj ponownie Kulawy pokazuje klasę, szczególnie w "Loader #01". W akompaniamencie bitów Lewej powoduje to wspaniałą mieszankę składników, którą przyjmuje się ze smakiem niemniejszym, niż ten wielkich bananów. Następny temat też jest całkiem niezły, ale czegoś mu brakuje. Niby mamy ten czad, szczególnie ze strony perkusistki, ale niestety to nie to, czego potrzebują takie tygrysy (i tygrysice), jak czytelnicy naszego pisma. W "World 1 #02" jest nieco lepiej, ale nie tego szukamy niestety. Mimo wszystko zwróćcie na psychodeliczne brzmienie gitary Łysego. Miejmy nadzieję, że facet zaprezentuje nam coś więcej w następnych kawałkach. Następny nr, "World 2 #01" jest naprawdę świetny. Po raz kolejny Lewa zwraca na siebie szczególną uwagę, ale i w Grubego wsłuchać się warto. Kolejny nr zapowiada się słabno.
Dziwnie brzmiące wejście, ale zaraz jest to, co tak bardzo wszyscy kochamy. Szybkie łupanie i ponownie zajebista gitara Łysego. Wcześniejszy kawałek był lepszy, ale ten tylko trochę odbiega od poprzednika. "World 3 #01" - boski wstęp, dobre rozwinięcie. Później jest już nieco gorzej, ale utwrek ma klasę. Wsłuchajcie się dobrze, a usłyszycie manierę wokalną w wykonaniu Kulawego przepuszczoną przez wokoder w jego syntezatorze. Dalej, w "World 3 #02" jest już gorzej, wręcz słabo. Kapela gra dobrze, ale dość monotonnie, co nuży po jakimś czasie. Na szczęście kawałek jest krótki. Chyba przyznacie, że jak do tej pory album wypada całkiem nieźle? No to lecimy dalej. W "World 4 #01" mamy kilka fajnych, melodyjnych patentów Siwego. Wielka szkoda, że Kulawy sobie trochę w tym nr'e odpuścił, brakuje mi go, ale ogólnie jest dobrze. Następny przebój znowu wypada słabiej, ale nie jest tak tragicznie. Lewa, kochanie, proszę, nie zmieniaj się! Ta laska ma przyszłość... Ostatni kawałek. Fajnie się zaczyna, tylko ta perkusja Kulawego. Facet się na niej zbytnio nie zna, na szczęście po chwili dochodzi (?!) moja idolka i robi się fajnie. Po raz kolejny polecam zwrócić uwagę na przyjemną, delikatną tym razem gitarkę Łysego w przejściach. Ogólnie jest to jeden z najciekawszych nr'ów na płycie.

JESTEM NA...
Niezły płyta. Byłoby o wiele lepiej, gdyby Page nie schrzanił tak produkcji, bo jakość niekiedy przypomina bity większości polskich hip-hop'owców z początku ich karier. Miłośnicy mocnej łupaniny na pewno się nie zawiodą, elektrofile i reszta może sobie darować. Cześć!

POST SCRIPTUM'S
PS(X). Płyta dostępna za darmo na stronie http://exotica.fix.no.
PS(2). W swoich pokojach kurze ścierajcie przynajmniej raz w tygodniu.



  Poprzednia strona Spis treści Nastepna strona   61