Poprzednia strona Spis treści Nastepna strona   39
                               

Wojciech "Sashh" Felczak


Witajcie drodzy kombatanci! Wakacje minęły, zaczęła się jesień, za oknem szaro i pada deszcz. Korzystając z wolnego weekendowego czasu (nareszcie...) zapraszam do recenzji jednej z ciekawszych, a już na pewno oryginalniejszych gier na NeoGeo. Jeśli dość macie ponurego klimatu turnieju przesądzającego o losach Ziemi/Świata i chcecie się rozerwać przy grze stworzonej „z przymrużeniem oka” to WAKU WAKU 7 jest dla Was wręcz idealna. Kończymy ten krótki tym razem wstęp (dzień bez lania wody ^_^) i zaczynamy!



Downstroy
Na początek kilka informacji ogólnych – WAKU WAKU 7 to klasyczne (czy takie klasyczne to za chwile) mordobicie 2D wydane na automaty w 1996 roku przez firmę Sunsoft. Do dyspozycji otrzymujemy 7 zawodników i po wybraniu jednego z nich pokonujemy koljenych przeciwników. Sterowanie to standard NeoGeo – strzałki i przyciski A, B, C i D. Combosy to kombinacje tychże oraz pół- i ćwierćkółek. Do tej pory wszystko wydaje się całkowicie normalne, ale tylko z pozoru.

Thunderbolt!


Seek ‘N’ Strike
Gra zadziwia na pierwszy rzut oka – już samo intro sprawia wrażenie co najmniej „oryginalnego” (ten przymiotnik możecie na potrzeby tej recenzji wymieniać na dziwny/zakręcony/nienormalny ^_^). Możemy z niego się dowiedzieć, że tytułowa liczba 7 to wcale nie numeracja kolejnej części, tylko ilość przeciwników i „WakuWaku Balls”, które trzeba zebrać (pokonując tychże). 7 kul... spełniane życzenie... Hmm, czy tylko mi się to z czymś kojarzy? ^_^ W każdym razie po prezentacji bohaterów przechodzimy do menu wyboru herosa, gdzie czeka nas trudna decyzja. A to ze względu na to, że są oni całkowicie różni. Najbardziej z siedmiu wspaniałych wyróżniają się Politank-Z - walczący... czołg, oraz Mauru – fioletowy królikopodobny stwór. Reszta wojowników też nie pozostawia wątpliwości, że gra nie aspiruje do miana normalnej. Dziewczyna z uszami królika w dresie, elf, czy typowy mięśniak w takim towarzystwie są dosyć oryginalni...

Zmiażdżył jej głowę ;/


Tree of Pain
Grafika gry to ciekawy zlepek kiczu, tandety i pomysłowości grafików. Bo wydać grę w superjaskrawych barwach i użyć całej gamy dostępnych kolorów, to przyznam spore ryzyko. Choć trzeba przyznać, że w salonie wzrok z pewnością przyciąga, więc swoje zadanie chyba spełniło. Zawodnicy wykonani są ciekawie, ale niezbyt szczegółowo, zresztą – czego spodziewać się po ośmioletniej produkcji
Poruszają się jednak w sposób bardzo płynny – animacja jest zrobiona bardzo dobrze – każda postać ma swój niepowtarzalny styl walki – Mauru to ociężały, walczący każdym elementem ciała olbrzym, a elf Slash jest z drugiej strony bardzo szybki i jego ciosy to głównie użycie miecza.

Be the fighter!


Trzeba pochwalić panów z firmy Sunsoft – projektując postacie słusznie zauważyli, że jakość jest ważniejsza niż ilość (to taka mała aluzja do KING OF FIGHTERS...). Areny, na których przyjdzie nam walczyć to różne miejsca w mieście, będącym mieszanką różnych kultur i stylów (znajdziemy wierze Eiffla, skatepark czy rezydencję) – o ile postacie są zrobione ciekawie i z polotem, o tyle tła wypadają bardzo blado.

Dobry elf to martwy elf...


Four Elements
Udźwiękowienie znakomicie wpasowuje się w klimat gry – zbieranina okrzyków i odgłosów uderzeń w połączeniu ze specyficzną grafika daje klimat, a tego mogłoby pozazdrościć wielu twórców „bezpłciowych” mordobić z trzema facetami i kobietą różniącymi się od siebie tylko strojami. Do tego muzyka, którą robił ktoś nie do końca normalny ^_^. Dopełnia ona dzieła, nie da się zaprzeczyć ^_^

Enterfaith
WAKU WAKU 7 polecam wszystkim fanom mordobić, którzy chcą odpocząć od utartych schematów i wytyczonych szlaków. Nie jest to może jakaś pozycja-klasyk, w która zagrać trzeba, ale naprawdę warto. Do zobaczenia za miesiąc!


  Poprzednia strona Spis treści Nastepna strona   39