Poprzednia strona Spis treści Nastepna strona   28
                                  

"Tomish"


Panowie z Oddworld Inhabitants bez bicia przyznają się, że ostatnie przygody Abe’a w Munch’s Oddyssey [Xbox] nie były tym, czym miały być. Stranger dla odmiany jako produkcja pod każdym względem dopracowana nie ujrzy światła dziennego dopóki wszystkie, ale to absolutnie wszystkie zamierzenia twórców nie zostaną zrealizowane. Szmery bajery…



Pierwotnie gra, tak jak jej poprzednia część, miała być Xboxowym exclusivem, Microsoft jednak przestał się „starać” i oto Stranger wyląduje również na konsolce Sony. Twórcy nie ukrywają jednak, że przygotowywany od początku na czarną skrzynkę tytuł przy okazji przeniesienia go na Playstation poddany zostanie kilku cięciom w celu zachowania płynności. Z uwagi na niesmak pozostały po ostatnim spłyceniu rozgrywki do zwykłego platformera Abe’a ani Mudokonów w nowej grze nie uświadczymy. Zostaniemy za to przeniesieni w zupełnie inną część świata Oddworld – „Dziwny” dziki zachód. Tytuł gry pochodzi od imienia bohatera, a raczej jego braku, bo tutaj wśród prerii każdy nazywany jest w rozmowie zwyczajnie „nieznajomym” („Howdy Stranger!”). Takim właśnie „Strangerem” z miana jesteśmy i my, naszą profesją zaś jest odpłatne doprowadzanie bandytów przed oblicze prawa. Żywych lub martwych.

(kliknij aby powiększyć)
Te, kurak, gdzie tu jest toaleta?


Bohatera określa się jako zwierzęcą wersję Clinta Eastwooda – to cichy, dążący za wszelką cenę do celu, samotny cowboy. Fach przez niego podjęty nie jest łatwy, ale to jedyny sposób na szybkie pozyskanie potrzebnych nieznajomemu pieniędzy. Okazuje się bowiem, że Stranger cierpi na jakąś tajemniczą chorobę wymagającą ciągłego leczenia. W miarę rozwoju fabuły historia naszej postaci będzie powoli odkrywana…

O nie! Odmawiam współpracy z żukiem!


Pierwsze filmy prezentujące grę w akcji już dają sporo radochy. Nieznajomy ląduje w miasteczku żywcem wyjętym z Westernu w poszukiwaniu roboty. Kiedy idzie przez zakurzone uliczki wszyscy przyglądają się mu z niepokojem – w końcu jest tu nowy. Design samych mieszkańców przypomina humanoidalne kurczaki (tak, wiem jak to brzmi) – możemy z nimi rozmawiać, a w przypadku zaatakowania jednego z nich prócz tego, że z NPC wypadną jajka (?!) to inne kuraki zbiorą się w jego obronie i zaczną na ciebie wykrzykiwać niczym babcie w tramwaju, gdy nie ustąpisz im miejsca! Możemy kontynuować szerzenie chaosu rzucając się i na nich, co niechybnie doprowadzi do popłochu oraz opustoszenia lokacji – wszyscy pozamykają się wtedy w domach na cztery spusty a z głośników popłynie drżący głos burmistrza o treści w stylu: „Prosimy o opuszczenie miasteczka, jesteś otoczony, nie masz żadnych szans, odejdź…” Zabiła mnie ta akcja. Żeby nie było jednak za łatwo, zbyt częste atakowanie przechodniów ma mieć wpływ na nastawienie do nas społeczeństwa. Fable anyone?
Miejscowi, kiedy ich nie bić, okazują się całkiem pomocni... Wskażą nam kierunek do najbliższego biura łowców głów (wiecie, takiego z wielkim szyldem „Biuro łowców głów”) i przychodzi czas wyskoczyć wreszcie na pierwszą akcję. Generalnie w grze do wyboru mamy dwie kamery – trzecio i pierwszoosobową. Widok zza pleców bohatera daje nam większy wgląd na otoczenie, a także poruszamy się wtedy zdecydowanie szybciej (szczególnie na czterech łapach). Tryb FPP preferowany jest naturalnie w momencie celowania z broni. Zaczynając przygodę zdani jesteśmy wyłącznie na własne pięści, ewentualnie atak z doskoku (szarża), amunicję jako-taką będzie trzeba sobie złapać po drodze. Tak – złapać, bo na ekwipunku mamy podwójną kuszę, która strzela wyłącznie zwierzakami. „Mięso armatnie” nabiera nowego znaczenia…

Ja tutaj tylko sprzątam, tylko sprzątam…


Stworzonek do guna jest cała masa – od rozgadanych wiewiórów świetnie nadających się do przyciągnięcia uwagi przeciwnika, poprzez śmiercionośne skunksy, „snajperskie” pszczoły i paraliżujące pająki, aż po dziwne, owłosione zwierzaki z dużymi zębami robiących w grze za miny przeciwpiechotne (oglądał ktoś kiedyś film „Critters”? Klasyka.) Dodatkowo każdego zwierza możemy poddać ulepszeniu, zwiększając jego zasięg (wiewiórki z megafonami zamiast uszu) czy pole rażenia (śmierdziele w maskach gazowych). Wszelkie włochacze załadowane na kuszę nawijają jak głupie, a przy ich milutkich mordkach widocznych w trybie FPP aż szkoda naciskać spust… Wypada także wspomnieć o jeszcze jednym urządzonku na wyposażeniu naszego łowcy głów – kiedy dorwiemy wreszcie jakiegoś parszywego typa, nie ważne czy żywego czy żywego inaczej, pakujemy go w coś na kształt odkurzacza coby łatwiej było go tachać. Małe „POK!” i lecimy sprzątnąć pozostałych. Who you gonna call? GHOSTBUSTERS!

Obrazek po(d)glądowy


Logiczna zręcznościówka – platformer – strzelanka, oto ewolucja serii. Czy nie odnosicie wrażenia, że cała ideologia świata Oddworld jakoś tak się skomercjalizowała? Pierwszy Abe był niszowy i przez to piękny, głęboki oraz co najważniejsze – sycący. Nieudane przejście w 3D (finansowa klapa) wymusza oderwanie się od „wątku głównego” plus zmianę bohatera prowadzącego. Czy Stranger ponownie okryje chwałą growy świat Oddworld? Mam taką cichą nadzieję. A jeśli nie to niechże ten tytuł będzie przynajmniej czymś więcej niż zwyczajnym shooterem... Początek dwa tysiące piątego.


  Poprzednia strona Spis treści Nastepna strona   28